Bolesław Leśmian „Odjazd”

Mimo iż wiosna nie jest zbyt rozrzutna i skąpi nam ciepła, przynajmniej tu na północy Europy, postanowiłam dziś popracować trochę w ogrodzie. Wiatr dął i hulał… a ja sadziłam bratki i w myślach powtarzałam wiersz, który wiele lat temu jedna z uczennic recytowała na zakończeniu roku szkolnego w szkole, w której pracowałam. A gdy kilka dni później wyjeżdżałam z Ojczyzny, wiersz ten towarzyszył mi przez Bałtyk i dalej, dalej na północ… Bym dziś znów go mogła powtarzać, sadząc bratki.

Odjazd
Gdym odjeżdżał na zawsze znajomym gościńcem,
Patrzyły na mnie bratków wielkie, złote oczy,
Podkute szafirowym dookoła sińcem.
Był klomb i rój motyli i błękit przezroczy,
I rdzawienie się w słońcu dojrzałej rezedy.
A gdy byłem już w drodze, sam nie wiedząc kiedy
I czemu – przypomniałem te oczy, przyziemnie
Śledzące mą zadumę i wpatrzone we mnie
Tym wszystkim, czym się można wpatrzeć w świat i dalej.
Co widziały te oczy, nim w tysiącu alej
Zginąłem, jedną chatę rzucając za sobą?
I czemu z szafirową zawczasu żałobą
Patrzyły w ten mój odjazd poprzez zieleń rdzawą
Rezedy, co pachniała, przytłumiona trawą?
I dlaczego te oczy były coraz łzawsze?
Czy nie wolno nic nigdy porzucać na zawsze
I zostawiać samopas kędyś – na uboczu?
Czy nie wolno odjeżdżać znajomym gościńcem
I oddalać się zbytnio od tych złotych oczu,
Podkutych dookoła szafirowym sińcem?

PS
Uwielbiam bratki. Co roku sadzę je przed domem.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , | Skomentuj

Anna Achmatowa „W blasku zachodu…”

Jest kwiecień… Jeszcze jest kwiecień. Wieczory chłodne, noce zimne… I przepiękne zachody słońca. Jak dobrze, że nadal jest kwiecień :) Mogę się z Wami podzielić najpiękniejszym kwietniowym wierszem. Wierszem, który zawsze do mnie wraca w chłodne kwietniowe wieczory. Znam go na pamięć od lat, choć nigdy się go nie uczyłam. Sam mi po prostu wszedł do głowy. Jednak, gdy postanowiłam go umieścić w „Poezjomanii”, doszłam do wniosku, że niektórych wersów nie jestem pewna i powinnam sięgnąć po zbiór poezji Anny Achmatowej. Posiadam niestety tylko jeden tomik jej utworów i, o zgrozo!, nie znalazłam w nim kwietniowego wiersza o niebieskim zeszycie. Nie pozostało mi więc nic innego, jak odszukanie mojego niebieskiego zeszytu z wierszmi, który założyłam w drugiej lub trzeciej klasie liceum. Wyobrażacie sobie, że nadal istnieje!? Okładka jest wprawdzie nieco postrzępiona, ale nadal niebieska, a spośród kartek, nieco pożółkłych wypadła czterolistna koniczyna, którą dawno temu zasuszyłam na szczęście… I jescze jakiś liścik od koleżanki, z którą dzieliłam pokój na studiach, a z którą już dawno urwał mi się kontakt… Wzruszyłam się… Pamiętam doskonale, dlaczego założyłam ten zeszyt. Był koniec lat osiemdziesiątych, czas kartek na żywność i wszystko inne powoli mijał, ale o pewne towary było bardzo trudno. Książki były rarytasem, a poezja z pewnością zupełnie zbędnym luksusem. Kiedy więc udało mi się gdzieś znaleść jakiś interesujący wiersz, czy to w kalendarzu, czy w książce pożyczonej od koleżanki, przepisywałam go skrzętnie do zeszytu, który zatytułowałam „Niebiski zeszyt mój z wierszami” właśnie na pamiątkę wiersza Anny Achmatowej.
Wiele lat póżniej, gdy zostałam nauczycielką, tym wierszem „katowałam” moich uczniów. Z pewną klasą trzecią, pewnego gimnazjum, w pewnej wsi gminnej w województwie pomorskim przygotowałam nawet wieczór poetycki. Wśród wielu pięknych wierszy nie mogło zbraknąć i tego:

„W blasku zachodu pożółkł świat,
Czule kwietniowy chłód się skrada.
Spóźniłeś się o tyle lat,
A jednak jestem tobie rada.

Siądź bliżej, usiądź przy mnie tuż
I uśmiechając się oczami,
Na ten niebieski zeszyt spójrz -
Dziecinny zeszyt mój z wierszmi.

Przebacz, że tonąc w smutku złym
Cieszyć się słońcem nie umiałam.
Przebacz i to, że w życiu mym
Innych za ciebie często brałam”

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | 2 komentarzy

Zofia Dormanowska „Wiosenny niepokój”

Okazuje się, że blogerka ze mnie to taka od siedmiu bolieści! Onet musiał mi przypomnieć, że od miesiąca nic nie napisałam… Rzeczywiście nie! Tak mnie pochłąnęła wiosna, praca w ogródku i obserwowanie ptaków, że zapomniałam o mojej poezjomanii. Cierpię bowiem również na ptakomanię. Dzisiejszy wiersz pasuje do obu. Autorka, Zofia Dormanowska, nie jest raczej znana szerszemu gronu czytelników. Ja sama wiem o niej niewiele. Pamiętam natomiast doskonale, gdzie i kiedy kupiłam jej tomik poezji, „List do nikogo”. To było w Gdańsku w czasach, gdy chodziłam do Studium Nauczycielskiego. W drodze ze szkoły zaglądałyśmy często do księgarni. Czasem coś kupiłyśmy. Czasem schroniłyśmy się tylko przed deszczem. Dla mnie wielką przygodą było wynajdowanie tomików poezji. Niekiedy kierowałam się znajomo brzmiącym nazwiskiem, innym razem ciekawą okładką, czasem pierwszy lepszy z brzegu wiersz sprawiał, że książka lądowała w mojej torbie. Nazwisko Dormanowska nie mówiło mi absolutnie nic. Okładka nie była ciekawa. To właśnie jeden z wierszy, który przeczytałam na miejscu w księgarni tak mnie zachwycił, rozbawił, wprawił w zadumę, że kupiłam „List do nikogo”. Gdybyście dziś, po ponad 25 latach, zobaczyli tę książkę, zrozumielibyście, że wracam do niej często. Kartki są luźne i pożółkłe, ale jeszcze wszystkie i całe.
Pamiętam też, że wiersz „Wiosenny niepokój” recytowałam na zaliczenie na lekcji literatury w studium właśnie. Zaowocowało to nie tyko dobrą oceną, ale i rozbawieniem nauczycielki i koleżanek z klasy. Kolegów nie miałyśmy, niestety. A szkoda… Ciekawe, co by powiedzieli…

„Wiosenny niepokój”

Słońce
ciepły wiatr
pora na powtarzanie głupstw
ptaki i ludzie
ludzie i ptaki

gołąb
zalecający się i przy kilku stopniach mrozu
teraz tańczy nieprzerwanie
przed coraz to inną samiczką
przyjmującą te hołdy dosyć obojętnie
wprawdzie jest wiosna
ale leżąca na trawniku skórka chleba
okazuje się ważniejsza

należy się uczyć
od samicy gołębia
realnego patrzenia na rzecz

najprzyjemniejsze są zaloty
reszta to proza
kłopoty z pisklętami
podczas gdy ojciec
w podskokach i ukłonach
próbuje uszczęśliwić cały świat

ludzie i ptaki
ptaki i ludzie

w parkach
uśpione w wózkach
rezultaty poprzedniej wiosny
na ławkach nowi kreatorzy

pora na powtarzanie głupstw
bawi się słońce
w chowanego
z chmurami

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

„Chmiel na bezsenność, a sen – na bezmiłość”

Niedzielny wieczór – czas na odrobinę poezji. Długo myślałam, co wybrać na dzisiaj… Miałam nawet zamiar porzucić Jasnorzewską, ale ostatecznie zdecydowałam, że jest jescze kilka wierszy, które wyszły spod jej pióra (albo maszyny do pisania), a którymi warto się z Wami podzielić. A że już wkrótce czas na sen, a ostatnio mam problem z zasypianiem (może już dość tych „a”?), postanowiłam przytoczyć „Erotyk IV”

„Z wielu powodów i dla smutków wielu
Chciałabym dzisiaj mieć poduszkę z chmielu.
Zapach tych lekkich, siwozłotych szyszek
Sprowadza mocny sen – zjednywa ciszę.

Gdzieś to czytałam albo mi się śniło:
„Chmiel na bezsenność, a sen – na bezmiłość.
Poduszkę z chmielu gdy sobie umościsz,
Zaśnij, bo na cóż życie bez miłości”…

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

„Złote myśli kobiety”

Miały być dowody na niefeministyczność Jasnorzewskiej, a był urlop, a po nim nadrabianie zaległości w pracy…
Czas jednak najwyższy na jeden z moich ulubionych wierszy Marii. Najbardziej ujmujące jest w nim pojawienie się Adama Mickewicza i to w jakim kontekście! (Chyba wszyscy moi byli uczniowie wiedzą, że to mój ulubiony poeta. Zresztą niektórzy na pytanie, co wiedzą o Mickiewiczu, odpowiadali właśnie: „To pani ulubiony poeta”. I to wystarczało, by mi zaimponować!)
W każdym razie zgadzam się ze złotymi myślami Jasnorzewskiej. A Wy?

„Złote myśli kobiety”

Zalotność jest pachnąca i różowa,
a mądrość żółta i sucha.

Wolałabym, by mnie Mickiewicz chciał całować,
niż gdyby mnie chciał słuchać.

Jeśli Serafinowie, Potęgi i Trony
nie patrzą na kobietę męskimi oczyma,
nie warto iść do nieba po gościńcu stromym:
nic tam nie ma.

Niechaj śmierć mi nie będzie niewiastą w całunach,
lecz mężczyzną o bujnych ramionach,
a pęknę w jego ręku jak dzwoniąca struna
roześmiana i rozmarzona.

Życie zaś niech mnie niesie ku złotej Cyterze
na tęsknym, rozkołysanym okręcie:
chcę na pokładzie bezsilnie leżeć
w nie kończącym się święcie…

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

„Bajka o miłości” Maria Pawlikowska – Jasnorzewska

1
Byliści może kiedy w Ogrodzie Miłości,
co otwarty jest zimą i latem?
Są tam klomby i palmy cudownej piękności-
ubodzy zaglądają przez kratę.
2
Kwiaty rosną w nim prędzej i kwitną wspanialej,
- bzy bez wiatru kołyszą się, blade-
białe posągi jęczą w głębi mrocznych alej,
kwiat tytoniu śpiewa serenadę.
3
Nad bramą napis:
„Wchodźcie, serca wasze wnoście,
kochajcie się miłością wolną,
lecz pamiętajcie o tym,
że z tym samym gościem
po raz drugi wejść tu nie wolno.
4
Każda para ma prawo pozostać dzień cały,
zapóźnionych strażnik wygna i wykrzyczy,
kwiaty prosimy zrywać, by piękniej wzrastały,
psy należy prowadzić na smyczy.”
5
Księżniczka Gołąbella
z księciem Fujarysem
weszli w bramę owego ogrodu.
Ona rzekła:
„Zemdleję. Siądźmy pod tym cisem…
-Serce taje mi jak porcja lodów…
6
Widzę wszystko inaczej. Potrójnie. Od środka-
Nie wiedziałam, że masz rysy tak piękne.
Ach, czuję, że się staję niewymownie słodka …
Słabnę dziwnie, zginam się, mięknę…”
7
„A ja znów – rzekł Fujarys – czuję się ze spiżu.
Mam bicepsy jak głowy baranie,
Krew moją wzburzył zapach narcyzów w pobliżu…
Zaduszę cię w uścisku…” –
„O panie…”
8
I pięknieli, i rośli, patrząc w siebie z podziwem,
sycząc w tyglu miłosnej alchemii –
aż noc spadła -
i kwiaty szare, bure i siwe
jęły drzemać w srebrzystej anemii…
9
Strażnik dzwonił.
Więc wyszli, ramionami objęci,
strażnikowi coś dali na piwo –
i szli drogą ku miastu,
uroczyści i święci,
wiódł w ciemności szczęśliwy szczęśliwą.
10
„Czy ci pióra beretu tak ciążą na karku?
Czemu milczysz? Czy kochasz? Nie kłamiesz?
Mów jeszcze o miłości,
jak poprzednio w tym parku…
No, weźże mnie mocniej pod ramię!
11
Gdzie oczy twoje groźne jak huragan złoty?
Czemu wygląd masz godzien litości?”
- „Dajże mi święty spokój!
Myślę o przyszłości.
Czas już wziąć się do jakiej roboty.
12
Ty byś chciała żyć tylko różami i miodem! –
Ja, choć książę, biorę życie realniej.
Pomyśl, zamiast ogląać się za tym ogrodem,
Jak sobie urządzimy jadalnię.”
13
Księżyc z mgły wyrąbuje domy, baszty, mury
i dywany przewieszone przez ganki.
- „Co się stało ze światem?
jakiż obcy, ponury -
Gdzie są oczy, moje oczy kochanki?”
14
- „Cóż robić! Mur jest murem, a trawa jest trawą -
Żyć wśród bajki -
ach, któż by nie wolał!
Lecz życie, moje dziecko, nie jest żadną zabawą.
Masz! i ząb mnie w dodatku rozbola.”
15
Drogą przejeżdża rycerz w spuszczonej przyłbicy,
rumak broczy w księżycowej światłości.
Księżniczka drży –
podbiega rzutem błyskawicy:
„Bierz mnie, panie! i jedźmy do Ogrodu Miłości!”

Dzisiejszy wpis zaplanowany był właściwie na wczoraj, ale znów zabrakło mi czasu… Dlaczego właśnie na wczoraj? Dzień po Walentynkach. Emocje opadły… Może „niektóre” poczuły się jak Gołąbella, a „niektórzy” jak Fujarys?
„Bajka o miłości” Marii Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej zawsze była mi bardzo bliska. Niby niepoważna, lekka, głupiutka, a jednocześnie dzięki swej przkorności mądra i skłaniająca do przemyśleń. O co chodzi z tą miłością? O co w ogóle chodzi kobietom? Ostania strofa wiersza nie pozwala nam wątpić, co „autorka miała na myśli”… Swoją drogą, chcąc być całkowicie poprawną, powinnam powiedzieć, „co podmiot liryczny miał na myśli”
Tak czy siak Jasnorzewska feministką na pewno nie była, na co cięższych dowodów dostarczę już wkrótce!

Opublikowano Bez kategorii | 3 komentarzy